poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Monchy Lagache: leśne hiacynty


Pod koniec kwietnia do pikardyjskich lasów wchodzi się szeptem i na paluszkach. Każdy krok jest jak świętokradztwo, pod stopami chrzęszczą soczyste zielenią łodygi. Nastał czas leśnych hiacyntów, na kilka dni rozpostarły swój niekończący się fioletowy dywan, jak uwięziony w malutkich dzwoneczkach na krótką chwilkę kawałek nieba.

Leśne hiacynty pachną światłem, miłością i budzącym się życiem. Ich zapach wypełnia cały las, odurza, mąci w głowie, uszczęśliwia. Aż ma się ochotę nabrać go w płuca do pełna i już nigdy nie wypuścić.


3 komentarze :

  1. Cudne:) Faktycznie jak małe dzwoneczki, albo jak czapeczki dla elfów:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, masz u mnie na blogu kilka słów do Ciebie

    OdpowiedzUsuń