piątek, 31 lipca 2015

Digital detox



Cały jeden tydzień.

Żeby na własne oczy przekonać się czym się różni paź królowej od rusałki pokrzywnika i sikorka modra od sikorki bogatki. 
Żeby pojechać na rowerze w pachnące upałem świeżo skoszone pola pszenicy.
Żeby pobyć mamą na cały etat. 
Żeby napełnić słoiczki z pokrywkami w kratkę konfiturą z moreli i lawendy, zanim przekwitnie. 
Żeby nazbierać jeżyn i upiec ciasto, które zabarwi nam usta na niebiesko. 
Żeby zmniejszyć choć odrobinę piramidę książek "do przeczytania kiedyś". 
Żeby pisać bez stukotu klawiatury, wiecznym piórem (które uwielbiam już choćby tylko za samą nazwę).
Żeby palce zapamiętały w końcu rondo z sonaty patetycznej.
Żeby zatrzymać na chwilę galopujące myśli. 

Tydzień bez ekranów, bez telefonu w kieszeni. (Czy ktoś oprócz mnie pamięta jeszcze stanie w kolejce do automatu telefonicznego, gorączkowe szukanie monet w portmonetce? Wyczekane listy i niespodziewane telegramy?)

Cały  jeden tydzień. Czas start. 

wtorek, 28 lipca 2015

Amiens: Rogi Mojżesza



Jestem Ci wdzięczna, Drogi Czytelniku, że mogę do Ciebie myśleć bez rodzajników, odmieniając świat przez pełne wyjątków polskie przypadki, że niczego nie muszę tu tłumaczyć. Jeśli prawdą jest, co napisał Wittgenstein i granice języka wyznaczają granice świata, można postrzegać umiejętność posługiwania się dwoma językami jako swego rodzaju schizofrenię. Nieustanne balansowanie na granicy światów (a wiedz, że do żadnego z nich już nigdy nie będziesz należeć w całości) mnoży sensy i znaczenia - tylko kto je zrozumie? Jak ocalić przed samym sobą to wszystko, co niszczy tłumaczenie? Jak uniknąć fałszywych interpretacji?

Hieronim naprawdę bardzo się starał przetłumaczyć Stary i Nowy testament z hebrajskiego i greckiego na łacinę najlepiej, jak to tylko możliwe. Przez ostatnich trzydzieści lat swojego życia w zasadzie nie robił niczego innego, trudno więc posądzać go o brak zaangażowania czy niedostatek motywacji. Światły to był człowiek, wiele ksiąg przeczytał, przepisał i przetłumaczył, w Rzymie studiował, podróżował bez umiaru. Hebrajskim też posługiwał się całkiem nieźle - w końcu spędził kilka lat na syryjskiej pustyni Chalkis w towarzystwie prywatnego żydowskiego nauczyciela (i nawet nie próbuję sobie wyobrazić czym było życie pustelnika w IV w.). Do tego jeszcze ogłoszono go świętym. I pomimo tego wszystkiego tak zwyczajnie po ludzku się pomylił. 

W tympanonie portalu Matki Bożej katedry w Amiens siedzi sześciu starotestamentowych starców. Trzeci od lewej, ten z rogami, to Mojżesz. Nikt się nie dziwił, ręka nawet nie zadrżała trzynastowiecznym rzeźbiarzom: skoro w Wulgacie święty Hieronim napisał cornuta esset facies sua, to znaczy, że tak właśnie było naprawdę, że jego oblicze było rogate. Może Hieronim był już zmęczony, może miał osobliwe poczucie humoru, może nie znał tego hebrajskiego słowa i nie chciał się przyznać... I tak oto przez kilkaset lat całe rzesze chrześcijan nie wiedziały o tym, że po rozmowach z Bogiem twarzą w twarz oblicze Mojżesza było promieniejące i że to tylko Hieronim niezręcznym gestem dorysował mu rogi.


wtorek, 7 lipca 2015

Amiens: Jeż




Przypadek nie istnieje, to tylko słowo, którym zwykliśmy nazywać naszą niewiedzę, niewiarę i te wszystkie chwile, gdy to, co udało nam się schować do nieświadomości, bierze górę nad iluzją racjonalnego myślenia. W gotyckiej katedrze nic nie jest przypadkowe, każdy centymetr ma swoją symbolikę, każda rzeźba odsyła do dedali znaczeń, każdy gest budowniczych miał sens. W portalu Świętego Firmina katedry w Amiens rząd płaskorzeźb zamkniętych w czterolistne medaliony opowiada o znakach zodiaku  na niebie i odpowiadającym im ziemskim zajęciom: koziorożec oprawia drób, wodnik zasiada do uczty z dwugłowym Janusem zwracającym twarz starca w stronę starego i twarz młodzieńca w stronę nowego roku, zziębnięty luty grzeje stopy przy ogniu i piecze rybę, baran czuwa, by dobrze uprawiano winorośl, byk przygląda się tresurze sokołów, bliźnięta zachwycają się śpiewem słowika i umajoną roślinnością. Nikt z nich nie znalazł się tu przez przypadek. Tylko skąd w ostatnim dolnym medalionie wziął się jeż?!  

To poważna sprawa, Izajaszowi wcale nie było do śmiechu. Niech słucha ziemia i wszystko, co ją napełnia o tym, co się wydarzy w kraju Edomitów. Kiedy spadnie na pogan miecz Pana, potoki obrócą się w smołę i piasek w siarkę, a ziemia będzie płonąć w dzień i w noc. I kiedy gniew Wszechmocnego ugaśnie, wtedy właśnie do bram opuszczonego, porośniętego cierniami miasta, jak po każdym wybuchu wulkanu, jako pierwsze powrócą zwierzęta: pelikany, puchacze, kruki, sępy, węże, szakale i zdziczałe psy. I jeszcze jeż. Przytuptał cichutko do gotyckich murów byśmy nie zapomnieli "przypadkiem", że któregoś dnia również nasze niebiosa zwiną się jak zwój księgi. 

czwartek, 2 lipca 2015

Tincourt Boucly: Wiciokrzew



Trzeba uważać na wiciokrzew, to podstępna roślina. Kwitnie w czerwcu, niepozornie, niewielkie białe kwiaty przez kilka wieczornych godzin rozchylają usta, opowiadają głupoty. Ich czuły zapach rozrośnie się w tobie jak perz i wiele czasu będziesz potrzebować, by go wyplenić, jeżeli w ogóle ci się to kiedyś uda. Będzie cię budzić w środku nocy wspomnieniami, które przez cały dzień tak dobrze potrafisz upchnąć w kieszeniach, powrócą spojrzenia, gesty, listy, niedokończone rozmowy. Pokaże ci rozmaite "co by było gdyby", wytknie palcem młodzieńcze plany, na które pewnie nie starczy już życia, wytłumaczy to, czego wolałbyś nie rozumieć. Uchyli przed tobą drzwi, których przecież lepiej nie otwierać, bo dobrze wiesz, że prędzej czy później przytną ci palce. Poprzestawia przecinki w brzmiących w głowie zdaniach, z wszechwiedzącego trzecioosobowego narratora staniesz się ckliwym podmiotem lirycznym z upodobaniem do epitetów i wyświechtanych metafor. Naopowiada ci do ucha, że wszystko jest jeszcze możliwe, że jest jakieś "gdzieś indziej" lepsze, niż "tutaj" i już wcale nie będziesz pewny, że to tylko kłamstwa. Dlatego właśnie uważaj na wiciokrzew, nie siadaj przy nim z kieliszkiem porto w duszne letnie wieczory. Wiem, co mówię.