poniedziałek, 17 lipca 2017

Ouessant: Lustro



Od dłuższego czasu prawie każda podróż zabiera mnie na jakąś wyspę i tak naprawdę to zupełnie obojętne, czy to kipiąca ogniem Reunion, niebieska Martynika, czy któryś z bretońskich archipelagów. Bowiem wyspa to nie tylko miejsce na mapie, ale przede wszystkim szczególny stan ducha, bieg idei, wrażliwość serca. 

Dokładnie określona w swoich morskich granicach, "gestalt", forma wyodrębniona z całości, wyspa staje się soczewką, wszystko w sobie skupia, wszystko w sobie zawiera. Choćby nawet jakaś myśl wyrwała się w stronę stałego lądu, nie poszybuje dalej, niż wyrastająca ze skał Phare de la Jument, lotem mewy okrąży jedynie czerwoną latarnię, przysiądzie na chwilkę na barierce i wróci, gdyż na wyspie odbite od lustra oceanu wszystko do nas wraca. Doznania zdają się bardziej intensywne: światło jest cięższe, cisza bardziej gęsta, śpiew świerszczy czasem nieznośnie głośny. I nawet ludzie mają mocniejszy charakter. 

Tonąc w bezkresie fal, wzrok kieruje się do wewnątrz i próbuje uchwycić się detali. Cała przestrzeń ugina się pod tym nowym pragnieniem dostrzegania. Na wyspie człowiek dziwi się wszystkiemu: fakturze skał, lśnieniu wyrzuconych na brzeg muszli, miękkości owczej sierści, wieczornym szeptom traw. Człowiek dziwi się na nowo i tak po prostu. I w tym nowym spojrzeniu jest miłość, bo tylko ten, kto kocha, potrafi patrzeć inaczej. 

niedziela, 16 lipca 2017

Ouessant: Wyspa




Prom z Le Conqeut płynie na Ouessant półtorej godziny i to wystarczająco dużo czasu, by słony wiatr zdmuchnął z naszych myśli jak ziarenka piasku wszystko to, co nie jest nam absolutnie niezbędne. Płyniemy na Zachód, jeszcze dalej, niż Zachód, poza najodważniej w morze rzucone przylądki, poza przerażający prąd Fromveur niosący wody przypływu do kanału La Manche, poza krańce Finisteru, poza krańce Ziemi. Ocean dziś gładki jak błękitny obrus, lecz przypięta nad okrętowym bufetem mapa wraków przypomina, że to nie byle jaka przeprawa i że nie bez powodu na Wyspie prawie nie ma rybaków. 

Gdy zejdziemy ze statku i na rowerze wdrapiemy się na szczyty klifów, Wyspa objawi się nam jako patchwork światła i kolorów, pajęczyna zielonych dróżek i kamiennych murków, mikrokosmos obrysowany drżącą linią niepewnego brzegu. Jednak teraz, w pół drogi między kontynentem i czarnymi ostrzami skał, Ouessant jest wciąż jeszcze zamkniętą w sobie kropką na mapie. Niematerialnym punktem dążącym do jakiejś obiecanej nam nieskończoności.