czwartek, 16 września 2021

Eussa

J'ai épousé la mer cette nuit
A l'heure où la côte s'éclaire

La mer ne m'a rien demandé
Ni d'où je viens
Ni qui j'ai aimé 

Elle a rempli ma bouche de son sel 
Et mon esprit de son silence 

Jean Autissier




































































piątek, 18 października 2019

Ouessant: Jest nagła wyspa.


Zbigniew Herbert

WYSPA

Jest nagła wyspa Rzeźba morza kołyska
groby między eterem i solą
dymy jej ścieżek oplatają skały
i podniesienie głosów nad szum i milczenie
Tu pory roku strony światła mają dom
i cień jest dobry dobra noc i dobre słońce
ocean rad by tutaj złożyć kości
zmęczone ramię nieba opatrują liście
Jej kruchość pośród wrzasku elementów
gdy nocą w górach gada ludzki ogień
a rankiem zanim wybłyśnie Aurora
pierwsze w paprociach wstaje światło źródeł



























































































































































niedziela, 19 sierpnia 2018

Wprawki z logiki: Cień



- Wiesz, mamo, jak się bawiłem w morzu, to ta pani stała obok mnie. I jak nabrałem wody do wiaderka, to wziąłem też trochę jej cienia. Ona teraz będzie mieć dziurę w swoim cieniu, myślisz, że zauważy? 

niedziela, 14 stycznia 2018

Ouessant: Proëlla




Jeszcze gładzi dłonią szorstkie pukle na grzbiecie owiec, jeszcze ciągnie je za sobą przywiązane do zardzewiałego łańcucha, jeszcze wbija palik w świeżą trawę. Ona jeszcze nie wie. 

Dziś rano do portu przypłynął statek, a wraz z nim wiadomość. Trzeba znaleźć nestora rodu, mężczyznę, który ją udźwignie. Nie jest łatwo być najstarszym, grand-père Yves Amadru przyciska do piersi czarny kapelusz, ból losu jeszcze bardziej przygina go do ziemi, wolałby już to miejsce odstąpić innym. 

A ona jeszcze zbiera drewno na głazach przylądka Pern, na wyspie Ouessant nie ma żadnych drzew, po opał chodzi się nad ocean. Sztorm był łaskawy, naniósł gałęzi, jeszcze trzeba je powiązać i zanieść do domu na plecach. Ona jeszcze nie wie. 

Wielu Amandru mieszka na wyspie, ze dwadzieścia chat, za każdym razem Yves trzykrotnie uderza pięścią w drzwi, formuła jest zawsze ta sama, łamie mu się głos: 

"Oznajmiam wam, że dziś wieczorem będzie proëlla u Soazic Amandru."  

A Soazic jeszcze krząta się w kuchni, dogląda kociołka obsypanego żarem, ustawia na stole drewniane miski. Ona jeszcze nie wie. 

Gdy już wszyscy zbiorą się na podwórku, dłuższą chwilę będą stać w ciemności. W oknie zarysuje się jej sylwetka, jeszcze pochyli się nad kołyską, jej usta poruszą się w rytm starej piosenki, a potem grand-père Yves trzykrotnie zapuka w szybę. Ona otworzy drzwi i tłum żałobników czarną falą zaleje izbę. Niepotrzebne jej będą słowa grand-père "Oznajmiam ci, że dziś wieczorem proëlla jest u ciebie". Nagle zda sobie sprawę, że zawsze, przecież zawsze wiedziała, że tak naprawdę jest i zawsze będzie całkiem sama. Zanoszące się płaczem kobiety uprzątną miski, rozłożą biały obrus i pobłogosławią go gałązką bukszpanu zanurzoną w święconej wodzie. Tak właśnie przygotowuje się miejsce dla proëlli, małego krzyżyka wyrzeźbionego z wosku, bielutkiego, jak jego ciało, którego nie odnaleziono. I będą się modlić i śpiewać, jakby znowu tu był: ten, którego nigdy tu nie było. 

Jutro rano do drzwi zastuka ksiądz, mężczyźni poniosą krzyżyk na ramionach do kościoła, każdy po kolei, uginając się pod ciężarem, jakby to naprawdę była trumna. Czarny orszak wypełni ulice Lampaul teatralnym zawodzeniem, rozedrgają się dzwony. Po mszy proëlla dołączy do setek innych kruchych krzyżyków w specjalnej cmentarnej kaplicy. Jako dowód śmierci na morzu, na którą przecież nie ma żadnego dowodu. 

Tymczasem ona jeszcze nie wie i wracając do domu wąską ścieżką na krawędzi klifu po raz kolejny odpędza myśl, że gdyby tak skoczyć w dół, w ten mglisty ocean oczekiwania, to może z ramion wyrosłyby skrzydła. 


czwartek, 7 września 2017

Wprawki z logiki: Rozsądne życzenie



- Mamo, a jak już będzie całkiem ciemno, to zrób koniecznie zdjęcie spadającej gwiazdy. W końcu nie będę musiał się spieszyć i wymyślę jakieś rozsądne życzenie.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Ouessant: Bez klucza



Do samochodów na Wyspie mają prawo tylko miejscowi, nasz został na kontynencie i gdy przypływamy do portu Stiff zarezerwowane wcześniej rowery już na nas czekają. Do każdego wypożyczonego roweru transport bagaży na miejsce noclegowe gratis i choć wszystkie te maleńkie osady mają tu jakieś swoje nazwy, chłopak w porcie nie pyta nas, gdzie będziemy mieszkać, tylko u kogo. Ouessant liczy 800 stałych mieszkańców, wszyscy się znają, kartografia wyspy jest zapisem ludzkich historii, relacji, zależności. 
- To już wszystko, możecie jechać.
- A nie macie jakichś kłódek, żeby nam tych pięknych rowerów nie ukradli?
- Nie ma takiej potrzeby, na Wyspie nie ma złodziei.

Zamieszkaliśmy u Elen. Biały domek na wzgórzu z widokiem na drugi brzeg doliny, tuż za podstawówką w Lampaul, jak to dobrze, że rowery miały przerzutki. 
- To mój dom, zostawiam go pod waszą opieką. Tu jest łazienka, tu sypialnia, tu płyty z jazzem, tu wyspiarska literatura, zioła rosną tutaj, a tu jest garnek do gotowania krabów.
- A gdzie są klucze?
- Gdzieś tu powinny być... Jak chcecie, to oczywiście możecie zamykać dom, ale nie jest to konieczne, na Wyspie nie ma złodziei.

Na Ouessant nie rosną żadne drzewa i przez wieki jedyne drewno, jakie można tu było znaleźć pochodziło z roztrzaskanych o skały żaglowców. Ocean przynosił do kamienistych zatoczek fragmenty kadłubów, połamane maszty, niekiedy całe meble, wypchane ubraniami kufry i ciała topielców. Umarłych chowano na przybrzeżnych cmentarzach, a drewno wyciągano na brzeg i zostawiano do wyschnięcia. Znalazca kładł na swoim skarbie biały kamień i tyle wystarczało do oznaczenia własności respektowanej przez całą wyspiarską społeczność. Bowiem na Wyspie naprawdę nie ma złodziei. 

Jak to możliwe, Wyspo? Co takiego robisz z nami, żeśmy tu inni? Czyżby lepsi? Bliżsi innych, bliżsi siebie? Wyprani z brudu przez Ocean? Uwolnieni spod kłódek, zamków i kluczy? Z ufnością powierzeni Twojej opiece?

czwartek, 3 sierpnia 2017

Ouessant: Wyspa Kobiet




Na Ouessant porty są dwa: spoglądający w stronę kontynentu nad wodami zdradzieckiego Fromveuru Stiff i Lampaul, ukryty w głębokiej zatoce otwierającej się na Ocean. To tu chłopcy wsiadali do chybotliwych rybackich łódeczek, na pokład dumnych królewskich żaglowców i na olbrzymie jak wieloryby statki handlowej floty. Tych młodych zawsze było najwięcej. Głodny silnych ramion i twardych charakterów wyspiarzy Ocean zabierał matkom chłopców i rzadko kiedy oddawał mężczyzn. Wpatrując się w ginące za horyzontem maszty, przytrzymywały ręką wstążki białych czepców, wiatr podwiewał sięgające kolan wełniane spódnice. Taka właśnie jest odwieczna kolej rzeczy: mężczyźni należą do oceanu, a kobiety zostają w porcie. Ouessant od zawsze była wyspą kobiet. 

Ta kobieca społeczność, o mocnej strukturze i tradycji, scementowana koniecznością walki o przeżycie w obliczu żywiołów, przetrwała w niezmienionym kształcie prawie do lat '60, kiedy to dzięki regularnym połączeniom promowym z Le Conquet Wyspa znacznie przybliżyła się do kontynentu. Na Ouessant to kobieta była władczynią domu i rodziny, strażniczką wyspiarskiego języka i pieśni. Do niej należały owce, pastwiska, poletka gryki i pszenicy, skrzydła maleńkich wiatraków (każda rodzina miała swój!), kamienne domki. Podział tego skromnego majątku odbywał się wyłącznie w damskim gronie i to kobiety prosiły tu mężczyzn, nawet tych o wiele młodszych, o rękę, trzeba było się spieszyć, nim połknął ich Ocean. Na wyspie nie można było na nich liczyć, a przecież trzeba "coś jeść, gdzieś mieszkać, w coś się ubrać i rozpalić ogień", jak mówiono tu jeszcze nie tak dawno. Kobieta Ouessant nie miała innego wyjścia, musiała być silna i samowystarczalna. 

Mężczyzna był tu zawsze wielkim nieobecnym. Jeśli już czasem pojawiał się u drzwi jak zbłąkany wędrowiec, to tylko na ulotną chwilę, ciągle w drodze, jego dotyk jak morska fala. Nie miał żadnych obowiązków, ale też żadnych praw, nawet nie mógł wybrać sobie żony, która i tak nigdy nie nosiła jego nazwiska. Nie potrafił się niczym zająć na wyspie, uprawa roli i hodowla owiec to domena obecnych, o niczym nie decydował, nic do niego nie należało. Życie na wyspie doskonale toczyło się bez niego, czy w ogóle był komuś potrzebny? Odwieczny przechodzień, zawsze w ruchu, zostawiał po sobie jedynie tęsknotę brzmiącą w płaczu tulonych do piersi dzieci. I odległy posmak miłości, kryształki soli porzucone przez odpływ w zagłębieniach skał.

Dziś ostały się tylko dwa wiatraki, lecz żaden z nich już nie mieli ziarna. Kamienne domki wynajmują letnicy, zarastają cierniami leżące odłogiem pola. Historia ujarzmiania Wyspy przez kolejne pokolenia kobiet, zapisana kamiennymi murkami przecinającymi równinę, powoli staje się zupełnie nieczytelna. Jednak powiem wam w sekrecie, Siostry z Ouessant kroczące z podniesionymi głowami w procesjach Proelli*, że każdy centymetr tej bezdrzewnej wyspy wciąż przerośnięty jest waszymi korzeniami. 


*Celebrowana na Ouessant ceremonia pogrzebowa zaginionych na morzu. 

Inspiracje: Françoise Péron, Emmanuel Fournier, "Se confier à l'île", Locus Solus, 2015