7:03 Créac'h czuwa niestrudzenie, foki śpią spokojnie. Tutaj zaczyna się ścieżka, jeszcze przed świtem.

8:46 Kadoran. Kruki krążą nad przepaścią, w oddali majaczą ruiny opuszczonych domów, zawsze przeraża mnie to miejsce. W końcu spostrzegam pierwszych dziś ludzi. Potrafisz ich dostrzec?
9:07 Przede mną klify Stiffu. Zaczyna padać, porośnięte trawą ścieżki na stromych zboczach robią się śliskie, trzeba się spieszyć.
9:46 Grand café crème w Crêperie de l'arrivée w porcie. Można przeczekać ulewę i wysuszyć włosy pod suszarką do rąk.
10:32 Zapiera dech ten widok na port spod kamiennego krzyża. Na malutką plażę prowadzą karkołomne schody, nigdy tam nikogo nie widziałam, kiedyś trzeba będzie spróbować przetrzeć szlak.
16:10 Lampaul. Cola Zero z lodówki w Carfourze smakuje lepiej, niż wszystkie Grand Cru. W domu Tournemira zamknięte okiennice, przyjaciele skończyli już wakacje. Towarzyszyć mi będą kózki i koziołki, przyjaźnie usposobione.
17:50 Pern. Był postój w Bougezen na oglądanie jak moi chłopcy skaczą ze skał do wody. Za każdym razem zawał serca, ale podobno już urośli i sami potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podobno.
18:35 Creac’h. 33 km, zmęczenie zaczyna dawać się we znaki. Na horyzoncie już widać naszą przystań, choć jeszcze sporo prac konstrukcyjnych i remontowych przed nami. Widać też szary domek, przystań tymczasową, do której jeszcze kilka tysięcy kroków.
19:25 Można. 36 km, spokojnie, krok za krokiem. To nie sportowe wyzwanie, wyścig z samym sobą, tylko niespieszne spotkanie z Wyspą. Bo jak inaczej dotknąć każdego jej centymetra? Pogłaskać po skórze?











